Kariera Nikodema Dyzmy, czyli ...

kim jeszcze nie jest doc. dr inż. Antoni K. ?


W końcu lat 90 ubiegłego tysiąclecia w numerze 2/98 naszego kwartalnika (dostępny w internecie) w sposób dosyć frywolny informowaliśmy naszych czytelników o pojawieniu się na rynku usług  "konkurencji" w postaci firmy o nazwie Zakład Ekspertyz, Projektów i Usług Technicznych w Katowicach. Właścicielem firmy był nie kto inny jak doc.? dr inż. Antoni K. Pozwoliliśmy sobie wtedy podżartowywać, zapominając o starej prawdzie, że bezkarność rozzuchwala. Obśmialiśmy wielkości wymian powietrza podawanych w protokóle przez pana docenta i zaproponowaliśmy uważne przestudiowanie Polskich Norm podających te wartości jako dużo większe. Bez komentarza pozostawiliśmy zaś stempel postawiony na dole protokółu - z nazwiskiem i numerem uprawnień. Kolejny groźniejszy już kontakt z działalnością firmy pana K. następuje w momencie dyskusji o prawidłowej wentylacji nawiewno-wywiewnej. Wykorzystując przyrodzony Polakom szacunek do tytułów naukowych, pan K. zachwala produkowane przez swoją firmę nasady kominowe, których setki, jeżeli nie tysiące, zostały zainstalowane za ciężkie pieniądze na blokach spółdzielczych  - przede wszystkim na Śląsku i w Małopolsce. Warunkiem  podstawowym prawidłowego funkcjonowania nasad jest zdaniem producenta wykonanie za dodatkową opłatą konfuzora - przekłada się to na język polski: wentylacji nawiewnej. Tu po raz pierwszy kominiarze stali się środowiskiem wrogim dla pana K. jako, że za darmo swoim klientom po wykonaniu badań proponowali wykonanie konfuzora tfuj - wentylacji nawiewnej. Najdziwniejsze, że pan doc.?  od 8 miesięcy nie posiada aprobaty na sprzedawane przez siebie  nasady. Kolejne spotkanie, czy też lepiej nazwać starcie, to konferencja Eko Komin 2001, gdzie jednym z prelegentów był, a jakże doc.? K., który czas przeznaczony na referat próbował wykorzystać: raz do wygłaszania niezbyt pochlebnych uwag pod adresem organizatorów (Korporacja Kominiarzy była współorganizatorem), dwa do reklamy swojego przedsiębiorstwa i produktu o nazwie nasada termo-turbo-wentylacyjna. Te powyżej opisane incydenty spowodowały, jak sądzę, wzajemną niechęć. Pan K. coraz to częściej wygłasza pod adresem całego środowiska kominiarskiego niezbyt przychylne, żeby nie powiedzieć obelżywe uwagi, natomiast środowisko zaczyna się przyglądać coraz to baczniej działalności pana K. W jednym z wywiadów udzielonych Trybunie Śląskiej pan K. gładko i jednym tchem mówi o sobie: jestem biegłym sądowym, członkiem Polskiej Akademii Nauk, natomiast ani słowa, że jest również właścicielem firmy produkującej i sprzedającej nasady kominowe. Tu też wygłasza krytyczne uwagi pod adresem całego środowiska kominiarskiego, zapomina jedynie dodać, że uwagi, które wygłasza, zasłyszał właśnie od samych kominiarzy skarżących się na pojawienie w zawodzie ludzi nie tylko bez kwalifikacji, ale również bez skrupułów - może to taka maniera naukowa nie podawanie źródła cytatów?

Podjęliśmy zatem wyzwanie i postanowiliśmy sprawdzić, kto to jest ten docent K. Słownik Wyrazów Obcych Władysława Kopalińskiego - docent - tytuł etatowego stanowiska (niższego od stanowiska profesora) pracownika naukowego nadawany osobie mającej co najmniej stopień naukowy doktora i odpowiedni dorobek w pracy naukowej i dydaktycznej. W związku z tym, że Śląsk jest głównym terenem działalności pana  docenta, zwróciliśmy się zatem z pytaniem do Politechniki Śląskiej, czy jest on ich pracownikiem. Pismem nr R8/337/2002/2003 uzyskaliśmy odpowiedź: Pan Antoni K. nie figuruje w ewidencji pracowników Politechniki Śląskiej. Nie zrażeni negatywną odpowiedzią postana wiamy drążyć temat dalej święcie przekonani, że to tylko my ignoranci nie wiemy, kto to jest docent?

Kolejne pytanie kierujemy do Polskiej Akademii Nauk. Odpowiedź SN-0001/4/03, którą otrzymujemy, jest już co najmniej bulwersująca: "..... Komunikujemy, że pan doc. dr inż. Antoni K. nie jest członkiem Polskiej Akademii Nauk i nie jest uprawniony w jakimkolwiek stopniu do występowania w jej imieniu. Pan doc. K. bierze udział w pracach Komisji Ochrony Zdrowia Społecznego przy Oddziale PAN w Krakowie, do której należą osoby nie będące członkami Akademii ...... Prywatna działalność doc. K. musi być traktowana jako uprawiana wyłącznie na jego odpowiedzialność".

Wykonującemu powyższą pracę śledczą autorowi, jak w dowcipie: przestaje być śmieszno, a zaczyna robić się straszno. Mając przed oczyma protokóły z okresowej kontroli przewodów kominowych przeprowadzonej przez firmę pana K., jako że podpisane przez wystawcę wraz z podanymi numerami uprawnień na stemplu - zwracam się z pytaniem do Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego w Katowicach, czy doc. K. posiada  uprawnienia w rozumieniu art. 62 ustawy Prawo Budowlane? Odpowiedź jest druzgocąca, pismem RR.AG.VII/ZO/713/39/03 - "Śląski Urząd Wojewódzki w Katowicach informuje ..., że doc. dr inż. Antoni K. nie figuruje w rejestrze osób uprawnionych". Tak więc przeglądy przewodów kominowych i wystawione z nich protokóły są funta kłaków warte, czy też pieniędzy, które zapłacił zleceniodawca.

W kolejnym wywiadzie udzielonym Trybunie Śląskiej doc. K. przedstawia się jako twórca nowego przedmiotu - gazodynamika budynków sic! i wykładowca Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Obdzwoniłem wydziały budownictwa i inżynierii środowiska kilkunastu uczelni technicznych w Polsce, tam nazwa nowego przedmiotu budziła zdziwienie. Niejako przy okazji, obok wywiadu znajduje się reklama dźwiękowych czujników tlenku węgla i dymu zasilanych bateriami do kupienia za nieco ponad 300 zł. Ignoranci nie zadadzą docentowi pytań, jak czujnik zaalarmuje głuchego użytkownika lub też co będzie, jeżeli tlenek węgla będzie się z urządzenia grzewczego wydzielał podczas nieobecności lokatorów - zapewne czujnik będzie wył aż do wyładowania baterii, lokatorzy zaś zatrują się po przyjściu do mieszkania. Kominiarz na pytanie lokatora czy kupić sobie taki czujnik, odpowie, że zna inne, lepsze sposoby marnowania pieniędzy, natomiast każdy czujnik ma sens pod warunkiem, że przerywa emisję tlenku węgla. Kolejne pytanie i kolejna negatywna odpowiedź - Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie pismem RO-dkp-12/2364/2003 pozbawia nas złudzeń: "W odpowiedzi .... informujemy, że pan doc. dr inż. Antoni K. nie jest zatrudniony w Akademii Górniczo-Hutniczej w ramach stosunku pracy. Prawdopodobnie współpracuje z Wydziałem Paliw i Energii AGH".

Idąc za ciosem, kierujemy pytanie do Wydziału Paliw i Energii AGH z pytaniem, czy docent jest pracownikiem - pismem WpiE-b/35/2004: "...uprzejmie informujemy, iż pan dr inż. Antoni K. kilkakrotnie współpracował z naszym wydziałem. Współpraca ta dotyczyła zagadnień naukowych oraz dydaktycznych i nie posiadała charakteru komercyjnego ...."

Kończąc opis mozolnego śledztwa dziennikarskiego, ponawiam tytułowe pytanie, kim jeszcze nie jest pan K.? - może być, że jest docentem w nieznanej nam uczelni, odsuwam od siebie ze wstrętem podejrzenie, że jest docentem marcowym (studenci mojego pokolenia będą znali to określenie). Można by zapewne wytropić jeszcze, w którym roku i na jakiej uczelni pan K. ukończył studia, jaki miał temat pracy magisterskiej, gdzie i na jaki temat obronił pracę doktorską - tylko pytanie: po co? Mogę natomiast z całym spokojem zaprosić Pana K. do Korporacji Kominiarzy Polskich, gdzie pokażemy mu, ile i jakich krytycznych uwag oraz do jakich adresatów pod adresem pseudokominiarzy i pseudofachowców skierowała nasza Korporacja. Mogę również zaproponować - zamiast budować swoją wielkość w oparciu o delikatnie mówiąc nieprawdziwe informacje - jak w reklamie - pij mleko będziesz wielki.

Mistrz kominiarski
inż. Jan Budzynowski

 

Powrot do poprzedniej strony